Tabaluga nie wiedział jakie mam problemy, myślał tylko o sobie, ech życie było za trudne.
Szłam przed siebie, w głowie miałam mętlik, nie wiedziałam co robić, zależało mi na nim, nie chciałam go stracić.
-Raven - usłyszałam głos za mną.
To był Tabaluga
-Czego chcesz?
Patrzyłam na niego, był nikim, wilkiem jak inni. Nie wyróżniał się niczym, niech zdycha.
-Co dziś robisz?
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, bałam się odpowiedzieć, nie mógł zauważyć jak się zachowuję, odwróciłam się tyłem.
-Raven, kocham cię najbardziej na świecie, kocham się, chcę z tobą żyć do końca mojego wilczego życia.
To nie mogła być prawda, to było by za... za straszne.
Wtedy za mną usłyszałam chichot, to była Terra. On robił to co ona chciała sterowała nim. Im dłużej to trwało, tym bardziej się męczyła, chciała mnie sprowokować? O co jej chodziło? To nie miało najmniejszego sensu. Może chciała bym zrobiła sobie nadzieję. Nie kocham go przecież nic do niego nie czuję.
-Zamień się w kolibra.
-Co? - zapytał zszokowany.
-Przecież dzisiaj cię tego uczyłam. Pokaż, muszę ,mieć pewność że to potrafisz.
-Jestem zmęczony. - wycofał się
Dotknęłam go łapą, kątem oka zauważyłam że Terra zainteresowała się. Nie zna moich mocy więc postanowiłam że nazmyślam .
-Oddałam ci energię teraz to pokaż.
Nie mogła się sprzeciwić.
Dał tylne łapy do tyłu, przednie bardzo do przodu. Ścisnął oczy, Wyprostował ogon.
Coś spadło.
-Auć! -Zaskowył- Co się stało? Co ja tu robię?
-Nie gadaj, musimy zanieść Terrę do reszty watahy, w zły sposób wykorzystała swoją moc.
Podeszliśmy do niej stała w krzakach, ledwo oddychała, gdy każe robić komuś to co ona chce traci swoją energię i osoby którą steruje. Nigdy się niczego nie nauczy...
<ktoś dokończy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz