Uciekałam, uciekałam nie zwracając uwagi na drzewa. Gałęzie muskały mnie po karku. Łapy coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Nie mogłam tego znieść, nawet nie dałabym rady użyć mocy. Byłam za słaba.
Krew spływała mi z pyska, cała byłam poraniona, ale nie mogłam się poddać. Musiałam coś zrobić.
-wilki- ledwo wyszeptałam.
Czułam wilki, wataha musiała być gdzieś blisko.
Lewo! Lewo - dźwięk wydobył się w mojej głowie. Skręciłam. Tak, udało się.
Widziałam tam trzy wilki. Nie cztery. Jeden z nich stał w cieniu. Potruchtałam do nich. Odwróciłam się by sprawdzić czy nie ma zagrożenia. Było czysto. Stanęłam obok białej wadery, musiała być władczynią tego stada. Uśmiechnęłam się do niej.
-Cześć, jestem samotną wędrowczynią. Mogłabym dołączyć do was.
-Tak oczywiście - w jej głosie wyczuwałam ciepło i dobro.
Postanowiłam dalszą rozmowę przenieść na później. Schowałam się w cieniu i zaczęłam medytować. Czułam jak energia powoli wraca do mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz